Moja historia cz. XIV Cuda z nieba, życie z piekła.

Przed 6 rano ze snu wyrwała mnie rytualna pielęgniarska krzątanina. Leki, mierzenie ciśnienia, strzelanie termometrem w czoło. Kolejny dzień spod znaku szpitalnej rutyny. Kiepska morfologia wciąż dyskwalifikowała możliwość podawania mi najbardziej skutecznej w uśmierzaniu mojego bólu pyralginy, co już na starcie skreślało możliwość normalnego przespania nocy. Dobre godziny zajmowało przybranie pozycji godzącej uścisk nieudolnie wczepionych… Czytaj dalej Moja historia cz. XIV Cuda z nieba, życie z piekła.

Blogowe urodziny! Za hajs z fundacji Seszele i driny!

Nie poleciała do Stanów, nie poleciała do Meksyku, nie wyleczyła się komórkami macierzystym i nie zajada kebaba od Turka... A 250 tysi na leczenie się zebrało… Co zrobiła z pieniędzmi z fundacji? Po tym krótkim wstępie chyba nie muszę Was wprowadzać w temat tego, o czym będzie post. Chciałabym tylko zaznaczyć, że jest to post… Czytaj dalej Blogowe urodziny! Za hajs z fundacji Seszele i driny!

Ze szpitalnej sali na europejskie salony…

Być może już część z Was, która obserwuje mojego Instagrama wie, że ostatnie tygodnie spędziłam głównie na szpitalnych "wczasach"… Czasem zamiast w ciepłych krajach właśnie tak się spędza końcówkę lata... Stąd też ostatnio zapanowała długa cisza na moim blogu... Wydarzenia ostatnich tygodni ponownie pozwoliły mi przekonać się, że na mało rzeczy mam wpływ i zarówno… Czytaj dalej Ze szpitalnej sali na europejskie salony…

Moja historia cz. XIII W szponach szpitalnej Drakuli.

„Przeczuwałam, że pani wróci..." Mimo, że pierwsze słowa przy ponownym spotkaniu z Litościwą Czesią wybrzmiały z zadumą i smutkiem, pozwoliły opanować mój wewnętrzny niepokój. Od pierwszego słowa odniosłam wrażenie, że Czesia nie pozwoli bym znów została odesłana do domu i zostawiona sama sobie w sytuacji bez wyjścia. Nie spodziewałam się jednak, aż takiej skruchy słysząc… Czytaj dalej Moja historia cz. XIII W szponach szpitalnej Drakuli.

Moja historia cz. XII Przystanek dom.

Radość, to pierwsze uczucie, które zwykle wypełnia duszę, kiedy po długim i przymusowym pobycie w nieprzyjemnym miejscu przychodzi czas powrotu do domu. Dla mnie jednak pierwsze dni po wyjściu ze szpitala były zaskakująco trudne i miały niewiele wspólnego ze szczęściem. Nie tylko dlatego, że od teraz miałam żyć pozbawiona żywienia dożylnego i mierzyć się z… Czytaj dalej Moja historia cz. XII Przystanek dom.

Nie oczekuję cudu. Wystarczy być człowiekiem.

Dziś zamiast kolejnej odsłony mojej historii postanowiłam napisać coś bardziej aktualnego, coś co w pewnym sensie może stanowić pewien kontrast do pozostałych wpisów tego bloga, ale coś o czym nie sposób nie powiedzieć, przejść obojętnie, przemilczeć. Temat jest dla mnie wyjątkowo ważny bo dotyka zarówno sfer mojej codzienności, a także odnosi się do kwestii ogólnoludzkich… Czytaj dalej Nie oczekuję cudu. Wystarczy być człowiekiem.